|
Zawodnicy z Chojnic grający w rezerwach Chojniczanki chcą odejść ze swojego klubu. Czują się niechciani, niedoceniani, a za grę nie dostają złamanego grosza. Kierownik drużyny i zarazem członek zarządu Marcin Śliwiński odpiera te zarzuty. Kto ma rację?
Nieoficjalnie z Chojniczanką II mogą w przerwie zimowej pożegnać się Damian Jasiński, Adam Zalewski, Karol Michalak, Mateusz Frymark, Szymon Jędrzejewski, Rafał Warnke, Dawid Sikorski. Kilku z nich mówi, że nie ma już ochoty zostać w klubie przy ulicy Mickiewicza. A jeżeli zostaną to tylko dlatego, że klub ich nie wypuści. Czy to już jest bunt? Pierwsze oznaki niezadowolenia były już podczas jednego z październikowych meczów w IV lidze z Wietcisą Skarszewy, gdy zawodnicy celowo spóźnili się na zbiórkę.
Piłkarze mają żal do dyrektora sportowego, prezesa i kierownika drużyny, że nie mają warunków do grania. Dlaczego „miejscowi” postanowili odejść. Czy chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze? Udało nam się porozmawiać z kilkoma osobami związanymi z rezerwami. - W rezerwach nie mamy warunków, nawet piłek nie ma dla wszystkich żeby trenować – mówią rozżaleni. - Buty do grania też musimy kupować za swoje pieniądze, a za awans do IV ligi nawet uścisku dłoni nie było, nie mówiąc już o premii. Zawodnicy mają też żal o to, że mimo dobrych występów nie mają żadnych szans nawet na treningi z pierwszą drużyną. - Jak tu się rozwijać piłkarsko, skoro nie mamy szans nawet na treningi z pierwszym zespołem. Czuję, że jestem niechciany, więc dlaczego mam zostać – mówi nam jeden z piłkarzy.
Zawodnicy nie mają w rezerwach żadnych profitów z gry, boli ich jednak też to, że nie tylko nie ma na buty, na piłki, a nawet zdarzało się, że jechali na mecze busem i nie dostali obiadu podczas dalekiego wyjazdu na mecz ligowy. - No bo podobno nie ma za dużo pieniędzy w klubie, ale na 9 transferów tej zimy znalazły się pieniądze? Każdy transfer to 5 tysięcy złotych – mówią. - Dla nas nie ma na nic, nawet po 200 zł, ale zawodnik obcy, sprawdzony do klubu jako młodzieżowiec, który jest słaby i łapie się głównie do rezerw ma płacone 1000 czy 1500 zł. Czy naprawdę trzeba sprowadzać aż tylu piłkarzy z zewnątrz i im płacić?
- Spokojnie jest kilku miejscowych zawodników lepszych niż Kaśnikowski i inni sprowadzeni z zewnątrz. Ale to już jest decyzja klubu, że nie chce tego widzieć. Przy pierwszej drużynie powinni rozwijać się i trenować np. Laskowski, Cybulski, Zalewski, Arndt, Skiba czy Łukasz Nartowski – mówi portalowi jedna z osób związanych z klubem, prosząca jednak o anonimowość.
- Na wyjazdy jeździliśmy w jedenastu i trzeba było grać na takiej pozycji, gdzie kogoś brakowało i była taka potrzeba, ale jak były mecze u siebie to dawali nam dziewięć osób z pierwszego zespołu i wtedy już nikt nie grał od nas. Marcin Śliwiński jako kierownik nie interesował się zespołem, na wszystkich gadał, do wszystkich miał pretensje i to on psuł ten zespół od środka – mówi z kolei jeszcze inny zawodnik. - Ja nie chcę tu zostać i i nie dziwię się, że jest więcej chłopaków, którzy też tak myślą. Spodziewamy się jednak, że zrobią nam w klubie wielkie problemy z odejściem, tak jakbyśmy byli ich niewolnikami, a nic z tego grania tu nie mamy.
Te zarzuty piłkarzy skierowane do klubu, działaczy przekazaliśmy kierownikowi drużyny i zarazem członkowi zarządu Marcinowi Śliwińskiemu. - Większość z wymienionych piłkarzy normalnie z nami trenuje, a nawet jeśli już myślą o odejściu to na pewno nie przez to, że w klubie są złe warunki, a z innych przyczyn. Dawid Sikorski zmienił pracę, Rafał Warnke ma problem z dojazdami, o Jasińskiego pyta Kolejarz, Mateusza Frymarka chciałby u siebie w drużynie teść, więc nie ma tu żadnej mowy o buncie. Powiedzmy sobie szczerze, że są pojedynczy piłkarze, którzy chcieliby dostawać pieniądze za grę w rezerwach, a tego nie było i nie będzie. Powiedzmy sobie szczerze, że klub nie ma środków finansowych, żeby płacić zawodnikom w rezerwach.
- Większość przytaczanych zarzutów też jest nieprawdziwa – jest już zamówiony nowy komplet strojów dla zespołu, zawodnicy otrzymali i mają dresy, mają piłki, a za buty nigdy Chojniczanka nie płaciła. Jeśli chodzi o brak obiadu, to zdarzyło się to tylko i wyłącznie jeden raz ze względów technicznych, ponieważ mnie nie było wtedy w kraju i nie udało mi się przed wyjazdem zgrać wszystkiego z trenerem. A dlaczego piłkarze nie mówią, że po każdym innym meczu zawsze jest obiad, a nawet posiłek po spotkaniu u siebie? Na mecze jeździmy w 15-16 osób 19-osobowym busem, czy to złe warunki?- mówi Śliwiński
- Uważam, że rezerwy mają bardzo dobre warunki do trenowania i grania. Który inny zespół w regionie w IV lidze ma do dyspozycji m.in. halę sportową, boisko ze sztuczną trawą, fitness club? A dlaczego niektórzy zawodnicy nie grają w II lidze nie mi to oceniać, jest od tego trener pierwszego zespołu i on decyduje o przydatności poszczególnych piłkarzy. Moim marzeniem jest, aby w rezerwach gali najlepsi młodzi piłkarze z Chojniczanki i z regionu i mam nadzieję, że praca szkoleniowa z grupami młodzieżowymi przyniesie efekty i już za kilka lat o sile rezerw będą stanowić nasi wychowankowie, którzy później będą pukać do pierwszej drużyny. Chciałbym, aby wszyscy piłkarze zostali i udowodnili wiosną, że potrafią dobrze grać w piłkę. A potrafią.
Olek Knitter
Paweł | chojnice.com | 2012-02-04 19:54:54
|
|